10 grudnia 2003
Moje ręce drżą, kiedy próbuję odpalić moją butanową zapalniczkę. Opuszki
palców są już oparzone i zakrwawione, a ja krzywię się z bólu przy
każdej nieudanej próbie wzniecenia iskry ognia. W końcu osiągam
roztrzęsiony ogień, który niecierpliwie tańczy na górze zapalniczki.
Ostrożnie obniżam go do stosu podpałki, a ogień ostrożnie skrada się i
rozprzestrzenia do momentu, aż osiąga zdrową wielkość. Oglądam to przez
chwilę i doglądam by nadal był wystarczająco silny. Dzięki niemu jest
teraz wystarczająco dużo światła żeby zobaczyć co jest wokół mnie i jest
wystarczająco ciepło by przetrwać noc.
Tutaj, w głębi lasu, gdzie wszystko jest zamrożone i ciche, jedyne
światło i dźwięk pochodzi z mojego ogniska. Jest to cały mój świat w tym
momencie. Tańczy i śpiewa chrapliwym, trzaskającym głosem, cieszę się
jego towarzystwem. Niemal mogę sobie wyobrazić, że słyszę szept i
szczęśliwe gaworzenie.
„Jest tak zimno...”
Muszę być zmęczony. Usłyszałem coś. Trzaskanie i skwierczenie ognia
naprawdę zaczynają brzmieć jak słowa. Może jestem zbyt samotny. Może
naprawdę chciałbym z kimś porozmawiać, więc słyszę spójność w chaosie
ognia. Mógłbym przysiąc, że słyszałem:
„Jest tak zimno...”
Znowu to usłyszałem, tym razem bardziej miękko. Zbliżyłem się do blasku i
poczułem jak ciepło pieści moją twarz, nastawia mnie na beztroskę.
Wsłuchuję się bardziej, niecierpliwie czekając na to co usłyszę dalej.
„Jeżeli pozwolisz mi umrzeć dzisiaj, Ty też dzisiaj umrzesz.”
Nie było żadnej pomyłki. Powiedział to wyraźnie, aczkolwiek w
chrapliwym, śpiewnym głosem ognia, który spożywa mokre gałęzie. Lecz
nawet jak słowa stają się jaśniejsze, stają się bardziej miękkie,
ciągnie mnie bliżej by usłyszeć kolejną deklarację. Odpryskujące ciepło
na mojej twarzy przyciąga mnie do siebie, a mróz który osiedlił się w
kościach zaczyna się roztapiać. Ogień teraz ciągle mówi, gawędząc cicho
do siebie, mogę tylko odczytać kilka słów i fragmentów zdań.
„Zbliż się. Patrz uważnie. Jeżeli umrę, Ty też. Jestem jedyną rzeczą,
która trzyma Cię przy życiu. Uważaj!”
Ogień kończy swoją tyradę z głośnym trzaskiem palącego się drewna i
ucicha. Nachylam się jeszcze bliżej, chętny usłyszeć każdą tajemnicę,
która przyjdzie następna. Ciepło nie jest już tak przyjemne. Przypalam
mnie za każdym razem jak ogień radośnie liże mnie po twarzy. Ogień jest
skromny, drażni mnie jego milczenie, chce sprawdzić jak długo wytrzymam.
Dym dociera do moich nozdrzy, żar unosi się niedbale z serca ognia do
moich oczu, które teraz walczą z popiołem. Nie obchodzi mnie to. Chcę
tylko usłyszeć co dalej.
„Zbliż się. Uważaj. Przypatruj się , teraz mocniej niż wcześniej...”
17 grudnia 2003
„Z innych wiadomości, zwęglone ciało niezidentyfikowanego mężczyzny
znaleziono głęboko w górskich lasach na wschód od miasta. Badacze
stwierdzili, że mężczyzna musiał zapalić się podczas posiedzenia przy
swoim ognisku i niespodziewanie, nie próbował nawet ugasić samego
siebie. Jego spalone szczątki znaleziono w zamrożonej, przez lodowatą
temperaturę, pozycji pochylającej się nad gasnącymi prochami. To co
zdaje się najbardziej dziwacznym szczegółem tej makabrycznej sceny to
jego „oczekujący” uśmiech na jego twarzy.