i żeby wstać dwie godziny wcześniej i przyjechać na śniadanie tylko po to, by wyciągnąć kogoś z łóżka za uszy, bo jest poniedziałek.
i żeby przyjechać dziesięć razy w ciągu dnia, bo tak, zapalić papierosa albo posprzątać u kogoś w domu, kiedy ktoś tylko siedzi niezdolny się ruszyć z rozżalenia i sprawdzić, czy ktoś niczego na pewno nie potrzebuje, bo stała mu się krzywda.
i żeby przyjechać porozmawiać, ale zadowolić się grą na komórce, bo ktoś czyta "Wiedźmina" albo zbudować mu namiot z koca na środku imprezy, bo ktoś został odrzucony.
życzę wszystkim takich przyjaciół.